- Niewyspana noc a tu już siódma -warknęła. Słodki zapach perfum roznosił się po sypialni, Caroline czując go pamiętała wczorajszą noc. Była razem z Charlotte i Megan, rozmawialiśmy o Michael tym słodkim chłopaku z klasy. Potem udawały że poduszka to Michael i się perfumowały żeby uwodzić poduszkę. Wstała i podeszła do toaletki. Tusz do rzęs się jej skończył a jako gwiazda szkoły powinna go mieć pod dostatkiem. Westchnęła i podeszła do szafy.
- Mało ciuchów ! -Krzyknęła Caroline. A cała szafa aż pękała od ubrań, dla Caroline dużo ciuchów do pęknięta szafa. Ubrała bluzkę z flagą amerykańską potem marynarkę od Gucci. Na koniec wzięła koturny które pasowały do jej czarnych i bardzo seksownych leginsów. Niby była słodką blondynką która wąchała kwiatki na polu a naprawdę była niegrzeczną dziewczynką która imprezowała w klubie i piła bardzo dużo alkoholu.
- Dzisiaj w wtorek a jutro mam spotkanie komitetu szkolnego, nie zdążę na imprezę ! -Krzyknęła. Życie Caroline się zmieniło od rozwodu rodziców do papki mózgu. Problemów miała bardzo dużo, kiedyś była Argentynką a teraz Nowo Yorczykiem. Przeprowadziła się kiedy miała osiem lat właśnie wtedy rodzice się rozwiedli a życie się jej zmieniło.
- Córciu, śniadanie ! -Krzyknęła mama z dołu. Caroline zeszła a jej mama gotowała jajecznicę na maśle.
- Kotku, zjedz chociaż jeden raz śniadanie z matką -powiedziała Pani Imagine. Caroline miała na twarzy sztuczny uśmiech.
- Oczywiście -powiedziała Caroline z krzywym uśmiechem. Jeżeli matka w ogóle nie zadzwoni do ojca to koniec. Tak myślała Caroline każdego dnia.
PARĘ MINUT PÓŹNIEJ
Charlotte zaparkowała swoim Suzuki na parkingu szkolnym.
- Gdzie ta Caroline za minutę zaczynają się lekcje -nerwowo mówiła Charlotte. Jej piękne brązowe włosy, niebieskie oczy i wszystko co piękne, była trochę ładniejsza od Caroline. Pukała nerwowo w szybę samochodu. Toyota z piśnięciem zaparkowała na parkingu koło Suzuki Charlotte.
- Przepraszam za spóźnienie ale mama desperacko gotowała jajecznicę -powiedziała Caroline wychodząc z toyoty.
- Okej, chodźmy na lekcje -powiedziała Charlotte i weszła do szkoły.
- Okej -powiedziała Megan. Podeszły do szafek gdzie akurat był Michael.
- Cześć -powiedział Michael gładząc włosy.
- Hej -powiedziały chórem dziewczyny. Kochały się w nim od pierwszej klasy podstawowej, był słodki, uroczy i przystojny.
- Idziecie na impreze na plaży ? -Zapytał puszczając oczko. Megan, Charlotte i Caroline były na każdej imprezie. Caroline jednak miała spotkanie komitetu szkolnego.
- Tak -powiedziały a Caroline prawie się zarumieniła bo ona też powiedziała..
- To do zobaczenia -powiedział Michael, Caroline odwróciła się. Korytarzem szła wice przewodnicząca, Maya Undernament. Była o rok starsza od Caroline która była przewodniczącą. Maya podeszła do Caroline.
- Pamiętasz że dzisiaj jest spotkanie samorządu szkolnego ? -Zapytała Maya. Caroline pokiwała że tak.
- Przyjdziesz ? -Zapytała Maya.
- Nie przyjdzie bo jest impreza na plaży -powiedziała Charlotte. Caroline zarumieniła się, umówiła się razem z Mayą na ten komitet szkolny i przyżekła że przyjdzie.
- Co ? -Zapytała się Maya robiąc się czerwona na twarzy. - Jestem od ciebie starsza a ty tak mnie okłamujesz ?
- Jeżeli nie chcesz to nie idź -powiedziała Megan łagodnym tonem.
- Idziesz ze mną -powiedziała Maya i wzięła Caroline pod ręke. Charlotte oparła się o szafkę.
- Myślisz że to dobrze że jeszcze nie powiedzieliśmy prawdy ? -Zapytała Charlotte bawiąc się Ipodem.
PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ
Megan szła brukowanym chodnikiem razem z Charlotte. Szły na plaże.- Nie wiem czy Caroline się nie dowie -powiedziałą Charlotte. Megan westchnęła.
- Ile razy mam ci mówić że nie ! -Krzyknęła Megan. Charlotte uspokoiła się gdy doszły na plaże z radia leciała Katy Perry. Charlotte ubrana w kostium kąpielowy odeszła od świata. Nie wiedziała co Maya może wygadać.
W TYM SAMYM CZASIE
Maya zaprowadziła Caroline do swojego pokoju. Był wielki, zielono-czarny. Łóżko była malutkię, dywan jasno zielony. Biurko, w pokoju nie był okien tylko wielki telewizor na całą ścianę z LG.- Ładny pokój -powiedziała cicho Caroline oglądając komputer na którym akurat była nieskończona gra w Mario.
- Dzięki -powiedziała uroczo Maya. Była szatynką, cała blada ubrana w zieloną sukienkę z paskiem kubusia puchatka. Nie była taka bardzo fajna ani ładna po prostu była. Wzięła notes w którym miała wszystkie zapiski pomysłów, jaki szkolny komitet ma pomysł. Caroline zapomniała wziąść swojego notesu, przejrzała jeszcze raz swoją torbę.
- Sorry, ale nie mam notesu -powiedziała Caroline, Maya się wyprostowała.
- Spoko, możemy gadać a nie ciąglę zajmować się tymi sprawami komitetu -powiedziała Maya. Caroline była pod wrażeniem że Maya się nie zdenerwowała.
- Ano -powiedziała spokojnie Caroline. Maya odgarnęła włosy ukazując na szyi malinkę.
- Słodkie jesteście, ale nie zastanawiałaś się że macie jakieś tajemnica ? -Zapytała się Maya drapiąc udo. Caroline usłyszała piosenkę Johnna Lennona.
- Nie, nie mamy -odpowiedziała Caroline. Ten temat był ciężki bo nie wiedziała czy mają czy nie.
- Na pewno, bo chyba mają a ja wiem jakie -powiedziała Maya.
- Jakie ? -Zapytała.
- One cię po prostu nienawidzą że jesteś samolubna i chciwa. Nienawidzą że odbierasz im Michael, słodkie co ? -Zapytała Maya.
- Suki -szepnęła Caroline. - Muszę iść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz